Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2015

13. rewitalizująca maseczka do twarzy z chińskim żeń-szeniem, Avon

cześć!
ładna pogoda chyba sprzyja moim nauczycielom w zadawaniu mi jeszcze więcej pracy domowej i jeszcze więcej sprawdzianów. ciężko się z tego wygrzebać i ledwo mam czas, żeby coś napisać. ale jestem!
dzisiaj przedstawię Wam rewitalizującą maseczkę do twarzy z chińskim żeń-szeniem od firmy Avon, z serii Planet Spa.


co obiecuje producent?: Żeń - szeń jest uznawany za króla ziół i od tysięcy lat stosowany w tradycyjnej medycynie jako doskonały środek uzdrawiający. W pielęgnacji skóry wykorzystywane są jego wyjątkowe właściwości energizujące i rewitalizujące:
- usuwa zniszczony i przesuszony, łuszczący się naskórek,
- poprawia strukturę skóry,
- sprawia, że cera wygląda na świeżą i pełną energii.
Nałóż na suchą, oczyszczoną skórę twarzy. Pozostaw na ok 20 minut do wyschnięcia, po czym ściągnij. Stosuj 1 - 2 razy w tygodniu. 

cena i dostępność: właściwie w każdym katalogu Avonu. koszt to niby 27zł, aczkolwiek często są promocje, w których maseczki z Planet Spa można dostać za ok. 9,99zł. 

co ja uważam?: lubię maseczki typu peel-off, mam zawsze wrażenie jakbym zdejmowała z twarzy wszelki brud, zaskórniki, bakterie i tak dalej.. ale niestety tak nie jest. a w przypadku tej maseczki to już w ogóle. nie zauważyłam ani, żeby usuwał zniszczony naskórek, ani żeby poprawiał strukturę skóry. cera również nie wygląda na świeżą i promienną, jak to producent obiecuje. maseczkę nakłada się po prostu żeby sobie była i żeby można ją było zdjąć. takie ja mam podejście, bo nie robi z twarzą zupełnie nic. nie zauważyłam, aby powodowała u mnie tworzenie się jakichś syfków czy pryszczy. nie robiła kompletnie NIC. kompletna strata pieniędzy :(



konsystencja jest bardzo lejąca, często przy nakładaniu spływa tam, gdzie nie powinna. poza tym, wysycha w dłużej niż 20 minut. ja trzymałam ją około 30, ale może to kwestia, że nie umiałam nałożyć równomiernie cienkiej warstwy. kolor jest fajny, w rzeczywistości bardziej różowy, mocno perłowy.


MASECZKOWE SELFIE! widzicie, jak na czole maseczka mi spłynęła? tragedia :<


oto skład: Aqua, Polyvinul Alcohol, Alcohol Denat., Poloxamer 185, Mica, Xanthan Gum, Parfum, Methylparaben, BHT, Panax Ginseng Root Extract, CI 77891, CI 15510, CI 47005, CI 17200, CI 42090.
tyle alkoholi, perfum nie jest na ostatnim miejscu, kurde.. skład nie jest jakiś dobrodziejski. 

podsumowując - jeśli chcecie maseczkę, która nie robi nic - możecie ją kupić. zakładam, że raczej nie, więc nie polecam.

i takie małe pytanie do Was - co myślicie o instagramowym podsumowaniu miesiąca? taka notka wzbudziłaby zainteresowanie?
goga juka

środa, 11 lutego 2015

8. lutowa aktualizacja włosów gogi juki + maseczka DIY

hej Wam!
postanowiłam zacząć publikować moje aktualizacje włosów. jestem początkującą włosomaniaczką i swoje 'kołtuny', jak to przywykłam je nazywać, dopiero poznaję. ale staram się im dogodzić, żeby były jak najzdrowsze, ładnie wyglądały i rosły, na długości i gęstości.


oto moje włosy, z dzisiaj. 
widać odrosty, ale to raczej kwestia braku słońca, bo farbę miałam dobraną idealnie. wiem, są rzadziutkie. i cienkie. i w ogóle, nie podobają mi się. mają na sobie resztki cieniowania, więc moim pierwszym celem jest skrócenie ich do jednakowej długości. tylko ciągle nie mam odwagi, bo mi ich żal...
zrobiłam im dzisiaj małe spa, ponieważ na prawie 2 godziny nałożyłam maskę, a raczej mazidło, które sama stworzyłam.


maseczka kallosowo-olejowa z dodatkiem miodu
* 0,5 łyżeczki oleju z pestek winogron
* 0,5 łyżeczki olejku rycynowego
* 1 łyżka oleju kokosowego
* kilka kropel cytryny
wrzuciłam te składniki do mikrofali na kilkanaście sekund, po czym dodałam:
* 2 łyżeczki miodu
* 1 łyżeczka wody
* 2,5 łyżeczki maski Kallos Crema al Latte
* 4 krople olejku herbacianego

całą mieszankę dokładnie zmieszałam, i nałożyłam na suche włosy. następnie na głowę założyłam woreczek foliowy i wełnianą czapkę, i podgrzałam przez chwilę suszarką.
po niecałych dwóch godzinach zmyłam wodą, następnie szamponem babydream (dwa razy). włosy odsączyłam w ręcznik i położyłam na nie odżywkę Garnier Avokado i Karite. potrzymałam kilka minut i po zmyciu, dałam im naturalnie wyschnąć. końcówki na sucho zabezpieczyłam jedwabiem CHI.

nie wiem, czy prawidłowo, że tak kombinuję z włosami, czy nie. i czy dobrze, że do maski dodaję tyle składników. nie chciałabym sobie zaszkodzić, wiadomo.

wydaje mi się, że są strasznie przesuszone, jakiś pomysł co z tym zrobić?
goga juka